fbpx

Cześć Melu Melulu!

Ziuuuum! Przebiegła, aż powiało. I tylko mogłam zobaczyć podskakujące, sięgające do pasa loki. Spokojnie to tylko Mela. Jak zwykle, nie ma czasu, by się zatrzymać i przywitać. A przecież to jej debiut w pełnym kolorze!

– Może zwolnisz, pomachasz, rzucisz uśmiechem? – pytam. Przystaje przez moment, gdzieś pomiędzy siedemdziesiątym ósmym, a siedemdziesiątym dziewiątym podskokiem i wyrzuca z siebie szybko:
– Cześć i Pa!
– Patrz! Jestem superstrzała!
– i biegnie. Tyle jej było.

No dobrze. Przecież doskonale ją znam. Jest ze mną już od jakiegoś czasu. Opisać tego kochanego stwora, to bułka z masłem. To zaczynajmy!

Mela Melulu – w końcu nadeszła jej kolej, by powiedzieć: Hello World!

Pierwsze jej znaki szczególne mamy za sobą:
pląsa, tańczy, robi piruety, nie przestaje skakać i jest szybka jak superstrzała! Yyy… to znaczy ja nie wiem, co to jest i jak wygląda „superstrzała”, bo tylko Mela to wie, ale wyobrażam sobie, że to musi być coś, co bardzo szybko się przemieszcza.

Ałki, czyli jak dobrze, że kraina Melulu jest miękka

I gdy tyle biega i wciąż pędzi, to nie ma rady – zawsze któreś kolano się obedrze. A najwięcej lamentów jest przy małych, prawie niewidocznych zadrapaniach. To tak zwane, powszechnie znane w dzięcięcym świecie „AŁKI” (znane także pod nazwą kiki). To ważna sprawa te ałki. I nie należy ich lekceważyć (pewnie każda mama i każdy tata wie, że „znikają” i nie są już tak poważne, gdy do akcji wkroczy plasterek). Jak dobrze, że póki nasi bohaterowie są w krainie Melulu, mogą skakać i biegać do woli bez konsekwencji.

Kraina Melulu jest miękka, przytulna i bardzo sprężysta. Nie ma ostrych kantów ani krawędzi. Nawet gdy zdarzy ci się potknąć, wcale się nie poturbujesz! Upadając, zatopisz się najwyżej w mięciutkim kształcie.

A teraz najdziwniejsza rzecz, której do tej pory nie umiem pojąć i zupełnie nie wiem, skąd się u Meli wzięła. Ma taki bojowy okrzyk, który często słyszę.

Ci Ka Ciong! Ci Ciong! Ci Ciong!

Jest z nami od kiedy zaczęła mówić. Jeszcze nie udało mi się dowiedzieć, do czego służy, ale zapewne jest częścią języka meluańskiego. Ach! Nie wspomniałam, że wszyscy bohaterowie mojej książki mówią czasem po meluańsku.

To specjalny język, który powstał, gdy Mela uczyła się mówić. Wymyślała własne nazwy i nie do końca pewne słowa brzmiały, tak jak je wszyscy znamy. Niektóre są bardzo zabawne. Na przykład „łełynka”, co oznacza nie mniej i nie więcej po prostu dziewczynkę. Tutuji, Żużu i Mela uwielbiają się posługiwać meluańskim. To ich prywatny, osobisty język.

Znasz już świetlika Żużu i Tutujego?– najlepszych przyjaciół Meli Melulu. I jeszcze Straszka?– już nie takiego wielkiego jej przyjaciela. Kliknij w imiona, by poznać ich historie!
A tak poza tym: to najzwyczajniejsza w świecie dziewczynka

Chociaż dla mnie zawsze będzie moją niezwykłą Melą. Dlaczego? Ponieważ mam zaszczyt być jej mamą. Tej małej wrażliwej łobuziary z burzą kręciołków na głowie, które nazywamy barankami. Oprócz niesfornych loków ma morskoniebieskie oczy, zadarty nosek, usta miękkie jak poduszki i przerwę między jedynkami, którą widać, gdy szeroko się uśmiecha i śmieje. Jak na łobuza przystało, jej zaraźliwy śmiech słychać w każdym zakątku krainy Melulu. To samo tyczy się jej okrzyków i pisków radości. Gdy bardzo czymś się cieszy, rozsadza krzykiem ściany. I to nie żart;)

Wrażliwa strona łobuza

Każdy łobuz jednak ma też swoją drugą stronę. Łagodniejszą, spokojniejszą, wrażliwszą. Wiesz, mamy taki sekretny znak, że jeżeli Meli znudzi się rozbrykanie, szaleństwa lub po prostu znienacka nadejdzie smutek (taaak! łobuzom też to się przytrafia) czuje, że potrzebuje bliskości, podchodzi i ściska mój nadgarstek.
I wtedy to jest najszczęśliwsza moja chwila! Oznacza przynajmniej 5 minut przytulania, tulenia, miziania, klepania po pleckach i drapkania.
Czy to jest ta sekretna broń naszych bohaterów? Na wszystkie smutki i straszki? Już w pierwszym rozdziale książki dowiesz się, jaki jest sposób na najbardziej przyjemne przytulanie.

Dlaczego bohaterka książki ma na imię Mela? A potem Melulu?

Już nie jest żadną tajemnicą, że imię jest od Meli – mojej córki. Dziewczynki, która pojawiła się w moim życiu kilka lat temu i gdy miała 4 lata wyruszyliśmy z nią w podróż dookoła świata. Żyliśmy w drodze przez około 18 miesięcy, na 3 podręcznych walizkach, mieszkając w kilkudziesięciu miejscach i kilkunastu wyspach.( Całą tę historię jak do tego doszło poznasz, gdy klikniesz w to pomarańczowe zdanie!).

A Melulu skąd? Inspiracją była nazwa wysepki obok Abu Dhabi, w Emiratach Arabskich, na którą mieliśmy widok z naszego pierwszego mieszkania, tuż po wyruszeniu w podróż.

Wyspa Al Lulu!

I jak bardzo bym chciała uraczyć Cię niesamowitą historią o tej wyspie, to nie za bardzo jest czym… oprócz tego, że to sztuczna wyspa stworzona przez człowieka, wobec której były ogromne plany kilkadziesiąt lat temu (wieża, kolej, lądowisko dla helikopterów, hotele, akwarium, przystań), a skończyło się na tym, że wyspa po prostu jest, można na nią przepłynąć, usiąść w dwóch restauracjach i uciec od wielkomiejskiego hałasu.
Co nie zmienia faktu, że nazwę ma tak słodko i miękko brzmiąca, że stała się inspiracją dla drugiego członu imienia Meli. Al Lulu–>Melulu.

Kolorowanka dla Ciebie!

Spodobały Ci się historie o Meli Melulu? Pozostaw swój adres e-mail, a prześlę Ci link do kolorowanki, którą możesz ściągnąć za darmo! Zaprosisz Melę do swojego domu?

Tworzymy Melę Melulu!

Melka, Melusia, Melonek, Meleczka, Melson – odmian jej imienia jest niezliczona liczba i odnoszą się do jednej i tej samej dziewczynki – bohaterki książki „Rozłożę cię na łopatki, Straszku! Mela Melulu wyrusza w podróż dookoła świata”. Nad stworzeniem jej postaci zeszło nam z Małgosią – ilustratorką książki – chyba najdłużej.
Ale jak tutaj nie kombinować, zmieniać, jeżeli chce się osiągnąć zamierzony efekt. Osioł to osioł, świetlik to świetlik, Straszek to Straszek, ale Mela…
no właśnie. Czułam, że to niełatwe zadanie.

Wiesz dlaczego?

Bo jest najbliższa mojemu sercu. Bo to nie miała być kopia mojej córki, ale jednocześnie jasne było, że większość cech bohaterki pożyczyłam od prawdziwej Melki. Przesyłałam Małgosi zdjęcia, debatowałyśmy nad włosami, noskiem, rączkami, jej ubrankami, a nawet jej uszami:)! Dostała swoją „firmową” grzywkę, opadającą wciąż na oczy. Dużo emocji wzbudziły też usta, które co rusz zmieniały swój kształt, wpływając tym samym wyraz twarzy Melki. Fascynujące było to, jak jeden element potrafił zmienić całą Melkę.

Przeszłość i teraźniejszość – podróżujemy w czasie

Małgosia nie miała łatwego zadania z tego względu na to, że… akcja książki dzieje się w dwóch wymiarach czasowych.

Całe tło wielkiej przyjaźni naszych bohaterów, poznawania się, wspierania i pokonywania swoich słabości, przekonywania się, że są odważniejsi niż im się wydaje poznajemy, gdy Melka przychodzi na świat.

To całkiem odrębna, momentami trudna, ale piękna historia, która wymagała, by Melka oczywiście nie wyglądała jak cztero-, pięcioletnia dziewczynka, tylko jak bobas, niemowlak, a potem kilkunastomiesięczny berbeć, który rozrzuca kaszkę, gdzie popadnie, a wieku dwóch lat ma bunt i na wszystko mówi: „nie!”.

Towarzyszymy jej w jej podróży, jeszcze przed wyruszeniem we właściwą podróż dookoła świata. Nie wszystko idzie jak z płatka. Melka i przyjaciele muszą zmierzyć się z kilkoma trudnymi momentami. Czy uda im się wyruszyć? Dołączysz do przeżywania z nimi tej historii? Dzięki temu, że została opakowana w cudowne ilustracje, jestem pewna, że bardzo łatwo wjedziesz w świat krainy Melulu.

Ilustracji Melki w książce jest mnóstwo. Te tutaj to wiele naszych prób i obraz anielskiej cierpliwości Małgosi:) Końcowe efekty zobaczysz już niebawem w książce! Nie zawiedziemy Cię. Ta książka i ta historia to uczta dla uszu i oczu! Masz moje słowo:)

 

Odkryj jeszcze więcej smaczków i ciekawostek.
Jak się nam pracowało nad Melką?

Myślę, że dość trudno jest być pierwowzorem postaci, ale powiem Ci, że jeszcze trudniej jest narysować bohatera, którego właśnie pierwowzór będzie zaakceptować:) Trzeba być niesłychanie delikatnym i wrażliwym. Melę Melulu miała właśnie zaakceptować prawdziwa Mela, to było dla mnie oczywiste. Co nie zmienia faktu, iż czerpałam dużą przyjemność z tworzenia rysunkowej Meli. Być może właśnie dlatego, że trzeba było wiele razy zmieniać w niej jakiś element (a to nosek, a to usteczka, a to paluszki), bardzo ją lubię. Mam teraz całkowitą pewność, iż jest właśnie taka jak powinna być. Jest wesołą i odważną dziewczynką, najlepszym przyjacielem dla osiołka i świetlika oraz ogromnym magazynem energii i wyobraźni. Mam nadzieję że polubisz ją tak, jak ja!
Małgosia Zając

Ilustratorka @bigdotillustrations

Chyba nie muszę wspominać, jak wielką inspiracją była dla mnie prawidziwa Melka. Inspiracją do napisania tej książki i czerpania z jej nieskończonej liczby pomysłów, powiedzonek, wygłupów i szaleństw, ale także momentów, które pomogły jej zapanować i poradzić sobie z całym spektrum emocji. O tej serii książek marzyłam już 8 lat temu, będąc na Sri Lance (poczytaj na "O mnie i nie tylko"). Teraz to wiem, że gdybym wtedy zaczęła nad nimi pracę, byłyby bardzo kiepskie. Co ja wtedy wiedziałam o łobuzach:) i co ja wtedy wiedziałam o podróży dookoła świata:) Książki dedykuję mojej małej, wielkiej Meli! Bez niej, nic by się nie zadziało.
Kasia Szulik

Autorka serii książek o Meli Melulu

Dołącz do bezpłatnej Akademii Melulu! Zgarnij rozdział książki za darmo i 10% zniżki na jej zakup.

 

Czekają na Ciebie bonusy:
zakładka, kolorowanki, pieczątka i dedykacja. Ha! A co!